„Duma i uprzedzenie” ma dwie ekranizacje, od których warto zacząć, i wybór między nimi sprowadza się do przede wszystkim do formatu. Serial BBC z 1995 roku z Colinem Firthem idzie za książką scena po scenie i najwierniej oddaje etykietę epoki. Film Joe Wrighta z 2005 roku, z Keirą Knightley i Matthew Macfadyenem, mieści romans w jeden wieczór i stawia na nastrój, a nie na dialog.
Fenomen filmowy: dlaczego „Duma i uprzedzenie” doczekała się tylu wersji?
W powieści Jane Austen z 1813 roku dialog sam jest akcją, więc ekranizator nie musi wymyślać napięcia, tylko go nie zepsuć.
Stąd tyle podejść. Najważniejsze dwa to serial BBC z 1995 roku i kinowa „Duma i uprzedzenie” z 2005 roku, a obok nich stoi starsza hollywoodzka wersja z 1940 roku i kilka przeróbek, które z fabuły biorą szkielet i przenoszą go w inne kino. Każda z tych wersji odpowiada na to samo pytanie: ile z książki da się zmieścić w czasie, który ma film, i co oddać w zamian.
Serial może pozwolić sobie na rozmowę, która w powieści trwa dwie strony, film musi ją zastąpić spojrzeniem, deszczem albo krajobrazem. Dlatego porównanie obu wersji ma sens dopiero wtedy, gdy zestawisz, co każda wycięła, a co dodała od siebie.
Serial BBC z 1995 roku – wzorcowa i najwierniejsza adaptacja powieści
Miniserial wyreżyserował Simon Langton, a scenariusz napisał Andrew Davies. Stacja BBC1 emitowała sześć odcinków po 55 minut od 24 września do 29 października 1995 roku, co daje łącznie 327 minut. Amerykańska A&E Network pokazała go od 14 stycznia 1996 roku, po dwa odcinki przez trzy kolejne wieczory. Ten metraż to największa przewaga serialu: sceny, które film musi skrócić do repliki, tu zostają rozmową.
Status wersji kanonicznej wynika też z przyjęcia. Serial zebrał nagrody, wśród nich BAFTA TV Award dla najlepszej aktorki dla Jennifer Ehle oraz Emmy za kostiumy w miniserialu lub programie specjalnym. „The New York Times” nazwał go „witty mix of love stories and social conniving”, czyli dowcipną mieszanką historii miłosnych i towarzyskich intryg. To dobry opis tego, o co chodzi w powieści.
Colin Firth jako archetypiczny pan Darcy i Jennifer Ehle jako Elizabeth Bennet
W rolach głównych wystąpili Jennifer Ehle jako Elizabeth Bennet i Colin Firth jako pan Darcy. Firth gra Darcy’ego powściągliwie: człowieka, któremu duma nie pozwala okazać uczuć, a nie obojętnego gbura. Przez większość serialu o tym, co dzieje się w jego głowie, informuje tylko napięta twarz, a potem pojedyncze sceny, w których maska pęka.
Ehle jest Elizabeth żywą i błyskotliwą, ale bez teatralności. Jej Bennet nie wygłasza ripost do kamery, tylko rzuca je w rozmowie, jakby wiedziała, że za chwilę zapłaci za to uprzejmością. To zestaw, od którego późniejsze wersje zaczynają odliczanie: kiedy mówi się o „tym” panu Darcym, zwykle ma się na myśli Firtha.
Wierność realiom epoki regencji i literackiemu pierwowzorowi
Davies trzyma się struktury książki: kolejność zdarzeń, rozkład wątków i większość kluczowych dialogów zgadzają się z powieścią. Zachowana jest też etykieta, która jest w tej historii siłą napędową. Kto komu składa wizytę, kto może zaprosić kogo do tańca i kto pierwszy się odezwie, to w serialu nie dekoracja, ale reguły gry. Kostiumy nagrodzone Emmy pokazują, że realia epoki potraktowano poważnie.
Jest jednak jedna wielka rzecz, której w książce nie ma. Davies dopisał sceny z Darcym poza polem widzenia Elizabeth, jak szermierka czy kąpiel w jeziorze, żeby widz mógł zajrzeć do głowy bohatera, do którego powieść daje dostęp tylko przez oczy Elizabeth. To świadoma modyfikacja, a nie błąd. Wierność ma tu granice: serial jest najwierniejszy w układzie i tonie, nie w każdej scenie.
„Duma i uprzedzenie” z 2005 roku – zmysłowa wizja Joe Wrighta z Keirą Knightley
Film Joe Wrighta wybiera inną drogę. Zamiast iść za dialogiem, buduje obraz: błotniste podwórze, rozświetlone mgłą pola, tańce kręcone długimi ujęciami, w których tłum wygląda jak żywy organizm. Dom Bennetów nie jest tu eleganckim salonem, tylko miejscem, w którym kury chodzą po sieni. To wizja bardziej fizyczna i mniej wystudiowana niż w serialu BBC, co dla jednych jest odświeżeniem, a dla innych odejściem od Austen.
Różnica w podejściu do realiów jest widoczna także w kostiumach i manierach. Film jest mniej lakierowany, a bohaterowie częściej zaplątani w pośpiech i bałagan niż w rytuał. Ktoś, kto szuka w ekranizacji prawdy o etykiecie epoki, trafi lepiej na serial, a kto szuka nastroju i romansu, może wolieć kino.
Kreacja Keiry Knightley i Matthew Macfadyena
Keira Knightley gra Elizabeth jako dziewczynę impulsywną, bardziej zadziorną niż ironiczną. Jej Bennet reaguje całą twarzą, co dobrze działa w zbliżeniach i dobrze pasuje do kina, w którym czasu na słowa jest mało. Matthew Macfadyen jako Darcy jest nieśmiały i spięty, bardziej zawstydzony niż wyniosły. Jego duma wygląda jak lęk przed odrzuceniem.
Efekt jest inny niż u Firtha. Macfadyen nie buduje dystansu, tylko niezręczność, i dlatego jego Darcy szybciej zdobywa sympatię widza. Dla czytelnika książki bywa to zmianą charakteru, ale zmianą spójną z tym, co film robi z całą historią.
Główne różnice między filmem a książką Jane Austen
Film skraca powieść wszędzie tam, gdzie scena nie służy wprost romansowi. Wątki drugoplanowych bohaterów są okrojone, rozmowy skondensowane, a czas akcji sprawia wrażenie krótszego niż w książce. Oświadczyny Darcy’ego w deszczu, scena o zmroku z Lady Catherine czy poranny spacer Darcy’ego w mgle to obrazy, których w powieści nie ma, ale które mają przekazać to, co tam mówi narrator.
Osobna sprawa to finał. Wersja kinowa przeznaczona na rynek zagraniczny ma inne, dodane zakończenie, krótką scenę czułości między małżonkami, której nie ma w wersji brytyjskiej. To dobry test: jeśli oglądasz film z napisami, sprawdź, którą wersję dostałeś, bo różnią się tonem ostatniej sceny.
Firth czy Macfadyen: nasz werdykt
Jeśli wolisz duszny salon i powściągliwość, wybierz Firtha i serial. Jeśli wolisz romans zmieszczony w jeden wieczór, weź Macfadyena i film Wrighta.
Od klasyki z 1940 roku po popkulturę – inne adaptacje i gdzie ich szukać
Hollywoodzka wersja z 1940 roku (Laurence Olivier i Greer Garson)
Starsza amerykańska ekranizacja z Laurence’em Olivierem i Greer Garson to produkcja studyjna, której bliżej do komedii obyczajowej niż do wiernego przeniesienia powieści. Kostiumy i dekoracje są wyraźnie przesunięte w stronę estetyki hollywoodzkiej, a fabułę wygładzono. Dla miłośnika klasyki to ciekawostka pokazująca, jak widziano Austen kilka dekad przed serialem BBC.
Nietypowe przetworzenia: Bollywood i motywy popkulturowe
Historia Elizabeth i Darcy’ego jest na tyle uniwersalna, że przeniesiono ją w inne kino. Gurinder Chadha osadziła ją w musicalowym Bollywood w filmie „Duma i uprzedzenie” (Bride and Prejudice), a „Dziennik Bridget Jones” bez wstydu pożycza konflikt Elizabeth i Darcy’ego we współczesnej komedii romantycznej. Nie jest to wierność powieści, ale dowód, że siła tej opowieści nie zależy od kostiumów epoki.
Jeśli chcesz dobrać wersję do wieczoru, pomoże krótka ściąga:
- serial BBC z 1995 roku, gdy masz czas i chcesz książki w obrazach, z dialogami i etykietą epoki;
- film z 2005 roku, gdy chcesz romansu w jeden wieczór i nastroju bardziej niż rytuału;
- wersja z 1940 roku, gdy interesuje cię klasyczne kino hollywoodzkie, a nie wierna adaptacja;
- przeróbki i wariacje, gdy książkę znasz na pamięć i szukasz zabawy motywem.
W procesie przygotowania tekstu korzystaliśmy z narzędzi generatywnej AI. Przed publikacją artykuł sprawdziła i zweryfikowała redakcja.
